Komu przeszkadza kontrola społeczna?

Posted on 2009/09/06

3


Po raz pierwszy publicznie wezmę w obronę tzw tradycyjne media, które dotąd traktowałem jako nieuchronnie schyłkowe z własnej winy. Nadal uważam, że suma internetowyvch błędów gazet, stacji radiowych i telewizyjnych może doprowadzić do ich zniknięcia z rynku. Jeśli tak się stanie to stracimy na tym coś więcej niż kilka znanych tytułów z tradycją. W prawie rzymskim jest  zasada „Is fecit qui prodest”, czyli  „Ten zrobił, komu to korzyść przyniosło”.  Kto zyskuje na osłabieniu tradycyjnych mediów? Nie, nie chodzi o serwisy internetowe, które przejmują uwagę odbiorców i wpływy reklamowe (nadal jednak w stopniu niewystarczającym na masowe zamykanie starych mediów).

Ręce zacierają nieuczciwi politycy i biznesmeni, przestępcy, manipulatorzy opinii publicznej. Rozproszona, słaba kontrola społeczna jest na rękę tym, którzy chcą ukryć pewną sferę swojej działalności. Wiedzą lub czują, że nawet najpopularniejsi blogerzy nie mają siły ekonomicznej, by skontrolować ich działania w trybie dzisiejszego prawa prasowego. Nie przypuszczam, żeby szybko nabrali takiej mocy. Chyba, że… social journalism wypracuje model, w którym czytelnicy grupy blogów będą składać się na działania blogerów, którzy te środki wykorzystają na research, prowokacje dziennikarskie, podróże w celu spotkań ze świadkami zdarzeń i ekspertami, itd. Czyli nic innego, jak dzisiejszy model płatnej prasy, występującej (teoretycznie w imieniu odbiorców).  Czy zdążą?

Reklamy
Posted in: Media