Fasadowa demokracja z internetem w tle.

Posted on 2010/02/05

1


Dziś premier Tusk na spotkać się z gronem internautów i blogerów, żeby debatować o… no właśnie: o czym? Nie mam pewności jaki jest temat tego spotkania. Wiem natomiast z deklaracji premiera, że nie chodzi o dyskusję, ale o „wytłmaczenie” przez premiera, że planowane zmiany są dobre. Przywodzi to na myśl spotkania prezydenta Putina i internautami, w których przekaz także też następował tylko w jedną stronę. Nie tylko krytycy premiera zauważają, że na spotkanie do kancelarii nie zaproszono części aktywnych blogerów politycznych, z Kataryną na czele. To tak, jakby na konferencję prasową zaprosić wszystkie tytuły z wyjątkiem „Polityki”. Co prawda za listę zaproszonych teoretycznie nie odpowiada Kancelaria, lecz sami blogerzy, ale odpowiedzialność i tak spada na stronę rządową.
Przychylam się do zdania wyrażonego przez Vaglę, iż sprawa nie dotyczy tylko ograniczeń w swobodzie wypowiedzi, ale chodzi w niej o zachowanie demokratycznej kontroli nad procesem stanowienia prawa. W tym przypadku rzą poszedł na skróty, nie konsultując projektu ze środowiskiem internetowym i teraz tuszuje to demonstrując swoją „otwartość”.
Premier Tusk i jego rząd narażają się internatuom w sposób budzący obawy o przychylność społeczności internetowych podczas kampanii wyborczych. Narażają się dlatego, że kontrowersyjne zmiany są raczej przesądzone, a „konsultacje” mają charakter fasadowy. Możliwe, że po dzisiejszym spotkaniu premier wykona jakiś gest i zmieni mało istotny szczegół w planowanych regulacjach, ale istota pozostanie bez zmian. Gniew internautów może być w takiej sytuacji silniejszy, niż złośliwości pod adresem rządu PiS, także nieudolnego w komunikacji z internetowymi społecznościami.
Skoro metody demokratycznej kontroli nad działaniami zawodzą, znów zapewne zobaczymy w internecie setki karykatur, dziesiątki filmów i tysiące komentarzy piętnujących rząd za autorytarne zapędy, co – jak napisałem wyżej – nie jest istotą sprawy. Ale nikt nie jest wolny od błędów, choćby miał za nie zapłacić najwyższą polityczną cenę: przegrać wybory parlamentarne.

Reklamy
Posted in: Media