Bunt w przedszkolu

Posted on 2010/02/06

8


Byłem sceptycznie nastawiony do piątkowego spotkania premiera Tuska z internautami. A tymczasem nie ma tego niechcianego, co by na dobre nie wyszło;-).
Pozytywny efekt spotkania to wcale nie „wycofanie” się premiera z planów wprowadzenia restrykcyjnych przepisów kontrolnych w internecie. Przypuszczam, że to zawieszenie pomysłu, który zawsze można przywrócić w toku prac parlamentarnych. I jeszcze jeden dowód sprytu Donalda Tuska: nie dopuścił, by kojarzony z opozycją parlamentarną prezydent miał okazję zawetować przepisy „w obronie internautów”.
Korzyści są znacznie większe, a ich następstwa mogą przynieść dużo dobrego.
Przede wszystkim do szerokiej publiczności dotarł fakt, że internauci to nie jest mała grupka pasjonatów komputerowych, ale prawie każdy z nas, w miarę świadomych obywateli. Obywatele ci mogą z wykorzystaniem narzędzi internetowych komunikować się, ustalać taktykę działania a nastepnie relacjonować wszystko w sposób umożliwiający wszystkim zainteresowanym dostęp do informacji. Władza (każdej opcji), która dotychczas dość pobłażliwie patrzyła na inicjatywy obywatelskie, teraz musi pamiętać, że samoorganizujacy się obywatele, mogą kontrolować i KOMENTOWAĆ działania rządzących, wpływając na proces stanowienia i stosowania prawa. To w Polsce nowość na miarę przełomu społecznego. Warto wspomnieć, ze w całej tej sprawie tradycyjne media pokazały swą bezsilność lub dezynwolturę: nie spełniły oczekiwanej funkcji kontrolnej wobec władzy, były jedynie wtórnym komentatorem i to często bez zrozumienia ważności całego procesu.
Druga korzyść jest taka, że im wiecej Polaków rozumie, że internauta to każdy z nas, tym większa szansa na traktowanie dostępu do sieci jako istotnego prawa obywatelskiego. Konsekwencją tego zaś jest zamiana określenia „internauci” na „obywatele wykorzystujacy internet”, czyli zatarcie sztucznej bariery miedzy światem realnym a wirtualnym. Jeśli coś dzieje się „w internecie” to znaczy, że dzieje się w społeczeństwie, a nie na jakiejś odległej fantastycznej wyspie. Dotyczy to także sytuacji, gdy dzieje się coś złego. Chciałbym, abyśmy w następnym kroku przekonali policję, że oszustwo aukcyjne o wartości 200 złotych to czyn tak samo wymagający scigania jak kradzież w supermarkecie. To samo dotyczy pomówień, nękania, obrażania i innych zachowań aspołecznych w sieci, podobnie jak ciężkich przestępstw.
Następny krok to wybory przez internet, a potem wreszcie koniec z fizycznym stawianiem się w urzędach. Taki mój cichy plan nadziei minimum.

Społeczeństwo obywateli wykorzystujących internet wychodzi już z fazy przedszkolnej i od razu pokazuje, że potrafi sprawnie i jasno artykułować swoje oczekiwania. Jeśli oczekiwaia te nie zostaną spełnione, to być może będziemy świadkami buntu. Silniejszego niż demonstracje rolników, górników i zbrojeniówki, bo sprawy dotyczą każdego z nas. Czy znajdzie się władza gotowa podjąć takie ryzyko?

Reklamy