Agresywnym antynikotynistom ku przestrodze.

Posted on 2010/11/16

0


Ciche stukanie w ciężkie stalowe drzwi rozległo się echem, jak uderzenia bomb. Cienie rzucane przez słabą starą żarówkę poruszyły się gwałtownie. Pięć postaci poderwało się od stołu i zajęło pozycje. Dwie stanęły po obu stronach drzwi starego schronu, trzymając nad głowami długie pałki. Jedna z postaci podeszła bezgłośnie do drzwi i wstrzymała oddech.
– Hasło! – cicho zadane pytanie zadudniło o ściany bunkra.
– Makolągwa – stłumiona odpowiedź przeniknęła z trudem przez przeciwatomowe grodzie.
Szczęk odryglowywanych drzwi przeciął ciszę. Trzech mężczyzn wciągnęło siłą drobną postać w kapturze do wnętrza pomieszczenia. Drzwi zamknięto, a postać w ułamku sekundy została obezwładniona i przeszukana.
– Czysta – mruknął po chwili jeden ze spiskowców, sięgając do niedużej torby którą przyniosła kobieta w kapturze. Wyjmował powoli małe pakunki i kładł na metalowym stole. Pozostali dwaj mężczyźni pochylili się nad zawartością, delikatnie odpakowując przyniesione przedmioty. Pierwszy mruknął przepraszająco w stronę otrzepującej się kobiety, ale też za chwilę pochłonięty był zawartością torby.
– Słonina, boczek, sól – wyliczał podnieconym szeptem. – Papierosy, cukier, ser. O matko! Skąd wzięłaś orzechy!? – pozostali dwaj mężczyźni sycząc uciszyli okrzyki, które mogłyby ich zdekonspirować.
– Orzechy są z Czech. To dawny kanał przerzutowy amfetaminy, jeszcze z początku XXI wieku. Dwóch ludzi zginęło podczas obławy, żebyście mogli to dostać – cicho powiedziała kurierka. Mężczyźni wyraźnie rozluźnieni odetchnęli z ulgą i zdecydowali, że przywiezione przedmioty zjedzą od razu. – Chwileczkę, najpierw zapłata – syknęła kurierka. Kupcy zesztywnieli, a jeden z nich powoli odwrócił głowę w jej stronę.
– Nie mamy gotówki. Ale mamy coś lepszego – to mówiąc sięgnął pod stół i wyciągnął aluminiową butelkę z automatycznym korkiem. Kobieta niepewnie spojrzała na przedmiot i spytała co jest w środku. – Spirytus – wyszeptał akcentując każdą sylabę jeden z mężczyzn. – co najmniej pół litra. Kobieta z wrażenia osunęła się na krzesło tak nagle, że jeden z mężczyzn podtrzymał ją, żeby nie upadła. Gdy doszła do siebie, nie mogła wykrztusić słowa. Wreszcie udało się jej złapać oddech.
– Skąd to macie? Czy wiecie ile to jest warte? I że za to grozi podwójna kara śmierci? – szybko wyrzucane pytania padały w półmroku jak strzały z karabinu. Mężczyźni uśmiechali się kącikami ust. Jeden z nich wziął butelkę do ręki i udał, że upuszcza ją niechcący, na co kobieta podskoczyła jak rażona prądem. Odezwał się niskim, chrapliwym głosem:
– Kiedy w 2015 zakazano palenia, produkowania i posiadania papierosów, myśleliśmy, że to nie koniec świata. W końcu wcześniej było wiele zakazów, ale dało się żyć. Potem jednak sprawy potoczyły się za szybko. W 2020 uznano, że wrogiem ludzkości są orzechy ziemne. Choć uczulonych na nie było tylko 0,2 procenta ludzi, to zaczęto „chronić” i zdrowych. Potem przyszła pora na cukier. Na nic zdał się lobbing firm spożywczych i protesty biednych krajów uprawiających trzcinę i buraki cukrowe. Cukier okazał się większym wrogiem, niż alkohol. Zresztą ten też zaczął przeszkadzać oszołomom i władza ugięła się, rezygnując z niezłych sum z podatków od procentów. W 2027 już nie można było pić wódki, w 2030 wina a w 2033 piwa. Dochody z podatków spadły, więc ONZ zgodziła się na legalizację obrotu miękkimi narkotykami. Masowa edukacja „odpowiedzialnego dawkowania” zrobiła swoje i w ciągu kilku lat ćpali prawie wszyscy, od kołyski po domy starców. Garstka takich jak my już wcześniej mówiła dość, ale nikt nie chciał słuchać. Teraz łatwo było wprowadzać nowe zakazy pod hasłami ochrony zdrowia i życia obywateli zjednoczonego świata. Pożegnaliśmy słoninę, wieprzowinę i w ogóle tłuste mięsa, a Hindusi przeforsowali zakaz spożywania także wołowiny. Nie cieszyli się długo, bo w 2040 nagrodę Nobla dostał człowiek, który za punkt honoru postawił wyeliminowanie mleka – „cichego zabójcy” – ze światowej diety. Zniknęły sery, śmietana i groźne siedliska bakterii – kefiry. Rykoszetem dostało się kawie, a potem i herbacie. Tacy jak my, pamiętający jeszcze smak wiejskiej jajecznicy z boczkiem, nie zgodziliśmy się z niewolą żołądka i przez wiele lat tropiliśmy ślady dawnych uciech. Nie było łatwo, bo z filmów i bibliotek usunięto wszelkie wzmianki o zakazanych przyjemnościach. Ale w końcu udało się. Stefan kupił upadającą fabrykę dopalaczy i po dziesięciu latach tajnych badań zsyntetyzował alkohol. Teraz szukamy dilera tak dyskretnego i sprytnego jak ty – to mówiąc popatrzył znacząco na kurierkę. Ta siedziała oniemiała.
– Co za to chcecie? To jest… bezcenne!
– Dogadamy się – mruknął najniższy ze spiskowców. – Za nasz płyn zapłacisz nam orzeszkami i słoniną. Trzysta kilogramów za litr. Będziemy mieli zapas po grób.
Kobieta mamrocząc zaczęła przeliczać stawkę, ale nie dawała rady, bo wszechobecne komputery wyręczały ludzi w rachunkach i w ogóle w myśleniu. Sięgnęła do wewnętrznej kieszeni, która uszła uwadze spiskowców i wyjęła kwantowego osobistego asystenta. Nie zaniepokoiło to mężczyzn, którzy też mieli problem z liczeniem, aż do tego ułamku sekundy, w którym zorientowali się, że kobieta nie liczy, ale wysyła sygnał namierzający. Było za późno na reakcję, bo w tej chwili przez pancerne drzwi wpadła brygada komandosów.
Po godzinie przeszukania spiskowcy leżeli związani na podłodze, a dowódca zawołał:
– Pani kapitan, melduję, że to już ostatnia melina w naszym rejonie.

Reklamy