Nieudolne kłamczuszki w przestworzach

Posted on 2014/09/27

0


Reuters doniósł, że wkrótce pasażerowie linii lotniczych będą mogli używać smartfonów i tabletów przez cały lot. Taką informację podała w piątek EASA – Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego, czyli agencja Unii Europejskiej zajmująca się bezpieczeństwem ruchu lotniczego w Europie.

EASA-web-ped-exclusive-interview-deviceDobra wiadomość? Tak, ale… Czuję, że z tego będzie trochę niesmaku. Przypomniałem sobie notkę na jednym z blogów w serwisie The Economist. Autor, piszący w 2011 przypomniał w notce „Mythology at 10,000 metres”, że od 2003 roku, od kiedy było wiadomo, że smartfony będą wkrótce bardzo popularne, urzędy zajmujące się bezpieczeństwem lotów badały wpływ urządzeń emitujących sygnały radiowe na przebieg lotów. Z tekstu wynika jasno, że w historii awiacji zanotowano kilka incydentów, w którym podejrzany był telefon. Okazuj się, że mimo licznych zakazów i przypomnień wielu pasażerów nie wyłącza swoich urządzeń ani podczas lotu, ani nawet w czasie startu i lądowania. Próby robione przez wiele lat dowiodły, że te niewyłączone telefony nie szkodzą lataniu. Takie przypuszczenia zresztą dawno już wyrażali komentatorzy w mediach, wskazując, że brakuje miarodajnych badań, choć w sprawę zaangażowano nie tylko naziemne, ale i kosmiczne agencje, jak NASA.

O czym właściwie mówi najnowszy komunikat EASA? O tym, że jeśli linie lotnicze zgodzą się na to (a do tego potrzeba specjalnej infrastruktury na pokładach samolotów) to mogą zezwolić pasażerom na posiadanie włączonych telefonów i innych urządzeń. Mogą, ale nie muszą. I tyle.
Wygląda na to, że przez blisko dwadzieścia lat byliśmy robieni w balona. Przez instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo lotów, które wmawiały nam, że telefony na pokładzie to pewna śmierć. Przez linie lotnicze, które kasowały za połączenia głosowe i przesył danych na pokładach jak za zboże. Przez producentów telefonów, którzy tak bardzo boją się złej sławy ubocznych skutków promieniowania na człowieka, że nie tupnęły nogą, gdy całe to towarzystwo wskazywało na telefony jako na źródło zła na pokładzie.

W całej tej sprawie smutne i zabawne jednocześnie jest to, że nadal pasażerowie są traktowani jak półdebile. EASA, czyli poważna agencja unijna, utrzymywana z naszych podatków, oprócz zwykłego komunikatu, opublikowała pseudowywiad z… urządzeniem mobilnym! Jest ono przepytywane na okoliczność zmian w regulacjach. udziela odpowiedzi, które – nawet przy dobrej woli – trudno uznać za coś innego niż infantylne i nieudolnie stylizowane na zabawne. Kliknijcie w obrazek  i zobaczcie, jak ktoś w EASA wyobraża sobie jak prowadzi się komunikację. Szczególnie, że sprawa może mieć ciąg dalszy, gdy organizacje konsumenckie wezmą w obroty linie lotnicze i regulatorów rynku, słusznie domagając się choćby symbolicznego zadośćuczynienia za lata nabijania w butelkę.

Reklamy