Zaproszenie do rezerwatu

Posted on 2016/10/01

0


Ten tekst ukazał się pięć lat temu jako felieton w serwisie rp.pl. Stamtąd już zniknął – może porządkowali archiwum i uznali, że to co napisałem nie pasuje do ich linii programowej a może po prostu likwidowali stare materiały. Kwestia ról społecznych nabiera ostatnio coraz większego znaczenia nad Wisłą, postanowiłem więc przy okazji kolejnego Dnia Chłopaka, którego przecież nikt nie obchodzi, przypomnieć tych kilka przemyśleń, które kiedyś uznałem za potencjalnie ciekawe dla czytelników. 

Mężczyźni są w zasadzie niepotrzebni, ba – wręcz niepożądani! Nie dość, że przeważnie awanturniczy i mało schludni, to jeszcze wywołują wojny, nie dbają o środowisko i zostawiają gdzie popadnie zmięte skarpetki i pogniecione puszki po piwie. Czynności dnia codziennego dla większości z mężczyzn są na tyle egzotyczne, że podobno są badania mówiące, że stosunkowo najmniej mężczyzn jest mordowanych przez swoje żony podczas zmywania. O wiele więcej ginie z rąk domowniczek podczas snu. Temu akurat nie należy się dziwić – wszak chrapiący i rozpychający się w łóżku osobnik może zdenerwować nawet anioła. Im bardziej nasz świat przepełniony jest maszynami wyręczającymi od ciężkiej pracy fizycznej, tym bardziej męska część populacji stanowi zbędny balast. Podobnie z niegdyś cenionymi, a dziś uznawanymi za przerażające, nieludzkie i okrutne zwyczaje, jak polowanie. Żywność przecież pozyskuje się z supermarketu, gdzie znalazła się w wyniku skomplikowanych procesów fizykochemicznych i logistycznych, jak tucz przemysłowy, uprawa genetycznie zmodyfikowanych zbóż czy rozpuszczanie proszku z torebki w wodzie.

Wszyscy wiemy też, że to nie mężczyźni podejmują decyzje zakupowe, lecz kobiety, dla których tworzy się wzorniczo doskonałe i praktyczne samochody, komputery i zaawansowane leki i suplementy, pozwalające zachować młodość, jasność umysłu i urodę.

Nie jest też prawdą, że mężczyźni są potrzebni do rozmnażania.  Należy spodziewać się nagrody Nobla za partenogenezę, co ostatecznie przypieczętuje los rodzaju męskiego. W Chinach uśmiercano nowo narodzone dziewczynki z obawy przed przeludnieniem ale gdy mężczyźni będą naprawdę w odwrocie, ten okrutny los może spotkać chłopców. Nieliczne osobniki zostaną ocalone tylko ze względu na przepisy o ochronie bioróżnorodności, podobnie jak ocala się ginące gatunki zwierząt i roślin. Za znęcanie się nad mężczyznami wprowadzi się kary porządkowe, jak grzywna czy ograniczenie wolności.  Wszystkie te działania sprawią, że populacja panów zmaleje do rozmiarów pozwalających kontrolować ją w sposób systematyczny i totalny.  

Doświadczenia amerykańskie pokazują też, że możliwe jest zamknięcie mężczyzn w rezerwatach. Amerykanie od połowy XIX wieku ćwiczą model społeczny, w którym obok wielokulturowości jest miejsce na rezerwaty dla rdzennych mieszkańców USA, niegdyś panujących na tych terenach. Można znaleźć wiele analogii w sytuacji północnoamerykańskich Indian i mężczyzn na całym świecie. Na przykład: Indianie niegdyś władali niepodzielnie swą ziemią utrudniając rozwój osadnictwa białego człowieka, mężczyźni tworzyli z gruntu złe, patriarchalne społeczeństwo uniemożliwiając rozwój kobietom. To się musi skończyć! Zresztą w rezerwatach nie jest tak źle. Indianie pracują, uczą się, prowadzą interesy, szczególnie w branży rozrywkowej (kasyna) i poza chorobami cywilizacyjnymi spowodowanymi niezdrową dietą siedzącym trybem życia właściwie nic im nie dolega. Ciekawostką jest to, że Indianie bardzo źle tolerują alkohol. Ta przypadłość nie dotyczy większości mężczyzn, więc zadanie kontroli społeczności męskiej za pośrednictwem lekkiego uzależnienia mamy załatwione. Umiłowanie do upijania się można zresztą leczyć za pomocą terapii. Tak jak Indianie są specjalistami od hazardu, tak mężczyźni w rezerwatach mogą zająć się produkcją alkoholu i innych używek na potrzeby nowoczesnego, kobiecego społeczeństwa.

Wizja świata zdominowanego przez kobiety nie jest obca naszej kulturze. Z rodzimego podwórka warto wspomnieć  świetny „Matriarchat” Marcina Wolskiego – powieść, a także słuchowisko radiowe, rozpalające wyobraźnię w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Jeszcze popularniejsza wtedy była „Seksmisja” Juliusza Machulskiego, z pozoru frywolna, lecz jakże prorocza. Ale nie tylko twórcy opiewali matriarchat. Szczególną rolę odegrali tu archeologowie, którzy od ponad 150 lat wskazywali na liczne dowody istnienia kultu Wielkiej Bogini w wielu miejscach w Europie. Każda figurka z piersiami była dowodem na istnienie wielkiej kultury matriarchatu. Według niektórych teorii totalnie sfeminizowany świat istniał trzy a może siedem tysięcy lat przed Chrystusem i miał się całkiem dobrze, opływając w szczęśliwość i zasobność. Kobiety pełniące kluczowe role w religii, polityce i gospodarce zapewniały zrównoważony rozwój społeczny, co przerwała dopiero inwazja patriarchalnych hord indoeuropejskich. W innych teoriach niszczycielskie męskie hordy przybywały z północy Europy, siejąc spustoszenia, których skutki odczuwamy do dziś. Teoria matriarchatu była tak popularna, że jej wyznawcy uznali ją za potwierdzoną i absolutnie prawdziwą, a każdą lukę w tej koncepcji traktowano jako wyjątek potwierdzający regułę. Tymczasem od około pięćdziesięciu lat coraz częściej okazywało się, że luki poszerzają się i zamiast spójnej koncepcji matriarchatu mamy wizje dziurawą jak szwajcarski ser.

Kiedy ta wiedza przebije się do powszechnej świadomości? Pewnie wtedy, gdy ostatni wolni mężczyźni zostaną zamknięci w rezerwatach.

Reklamy
Otagowane: ,